PIĘKNA STRONA WRESTLINGU – ARTYKUŁ SPECJALNY

Witam wszystkich serdecznie w Pięknej Stronie Wrestlingu!

 

Tematem dzisiejszego atrykułu będzie podsumowanie Fatal 4-way matchu o NXT Women’s Championship.

Była to walka, o której mówiono już od około trzech miesięcy. Masa ludzi nakręciła się na to starcie. Każdy czekał z wypiekami na twarzy. Każda z zawodniczek mogła to wygrać i zostać następczynią Asuki. Widząc jakie zawodniczki pojawią się w jednym ringu ludzie oczekiwali solidnego pojedynku ze świetnymi akcjami wysokiego ryzyka.  A co dostaliśmy? Niespełna dziesięciominutowy Fatal 4-way match bez większych fajerwerków. Nikki Cross praktycznie tam nie istniała. Ilość akcji w jakich wzięła udział można chyba policzyć na palcach jednej ręki. Osobiście upatrywałem w niej powerhouse’a, który czyściłby ring podczas większych zbiorowych bijatyk. Nikki jednak głównie w tym pojedynku leżała i nie pokazała zbyt wiele tego hardkoru, za który wielu ludzi ją uwielbia. Ember Moon i Kairi Sane nie wyszły poza swój stały schemat. Oglądając ich wcześniejsze walki moglibyśmy wręcz wyrecytować to co one robiły na Takeover nie oglądając tego starcia. Dwie zawodniczki, które według mnie są w piątce najlepszych na świecie nie pokazały tego czego od nich ludzie oczekiwali. Zrobiły solidną robotę, ale nie wyszły poza swoją średnią w tej walce. Nie tego oczekuje się od głównych faworytek tej walki. Szczególnie zawiodła mnie Kairi Sane, która w poprzednich swoich starciach robiła fantastyczne show. Każda jej walka była genialna, z każdej przeciwniczki wyciągała to co najlepsze, ale tutaj bez ognia, nie było widać tego błysku w jej wrestlingu. Naprawdę nie wiem co się z nią stało w tej walce. W każdym razie Kairi na wielki minus, a Ember Moon na takie pomiędzy minusem a plusem. Przejdźmy teraz do jedynego pozytywu tej walki czyli Peyton Royce. O dziwo to ona wyszła najlepiej w tym starciu. Poprowadziła praktycznie całą walkę, łączyła zawodniczki w ringu zapobiegając rozdwojeniu walki lub walce dwóch zawodniczek na zmianę. Wszędzie było jej pełno i przez całą walkę widzieliśmy, że ona się tam po prostu stara. Jej akcje były perfekcyjne. Peyton prawie cały czas była aktywna w ringu i pokazała ogromną charyzmę. Naprawdę gratulacje dla niej.

Co do wyniku to Triple H popełnił błąd. Zapytacie zapewne dlaczego. A dlatego, że zwycięstwo Ember Moon zahamuje jej powrót co najmniej do NXT TakeOver: Philadephia, które odbędzie się 27 stycznia 2018 roku. To nie jest dobre. Ember Moon ma już 29 lat i to jest najwyższy czas żeby zawodniczka, która w NXT jest już długo poszła do głównego rosteru i tam walczyła o pasy niż panowała w NXT. Wygrana Ember przekreśliła też szanse Kairi Sane na porządne wybicie się. Ember Moon to zawodniczka, z którą trzeba będzie dużo walczyć na mikrofonie, a jak wiemy to zazwyczaj pretendentka prowadzi promo. Czy Kairi Sane, która z dużym ciężarem potrafi wydukać po angielsku jakieś proste zdania może poprowadzić jakąkolwiek dyskusję ze świetną w tym aspekcie Ember nawet mając gotowe scenariusze? Szczerze wątpię. Czy nie lepiej byłoby zrobić odwrotnie i dać pas Kairi a Ember uczynić pretendentką? Ember spokojnie poradziłaby sobie z mikrofonem, a Kairi miałaby mało do powiedzenia i dałoby się to ładnie posklejać. Ember mogłaby zdobyć pas i przetrzymać go przez chwilę, po czym odeszłaby do głównego rosteru. Teraz jedynym wyjściem dla Kairi jest zrobić z niej dominatorkę, która bez słowa niszczy przeciwniczki. Inaczej wróżę jej karierę Liv Morgan. Pozostałe zawodniczki z tej walki nie straciły wiele, a Peyton nawet zyskała pokazując się z naprawdę dobrej strony.

To by było na tyle. Dziękuję za przeczytanie tego artykułu i zapraszam na kolejną część Pięknej Strony Wrestlingu.

 

 

Zostaw komentarz