MONTREAL SCREWJOB – JAK BYŁO NAPRAWDĘ?

Nie każdy wie, ale 9 listopada minęła już dwudziesta rocznica wydarzenia, które przeszło do historii i jeszcze wiele pokoleń będzie o nim mówić. Przedstawię Wam dziś jak to było od początku, dlaczego WWF posunęło się do tak drastycznego kroku i tak dalej. Krótko mówiąc: przedstawię historię tej legendarnej już sceny.

Geneza

W 1997 roku nadal trwał spór WWF z WCW. Federacje rywalizowały ze sobą w kwestii kontraktowania zawodników, podnoszenia Im płac by nie odeszli, reklamy oraz – co najważniejsze – widowiska. Trzeba przyznać, że zwłaszcza w tym ostatnim aspekcie zdecydowanie przeważało WCW. Wówczas za twarz swojej federacji, McMahon wybrał Breta Harta. Zdobył On WWF Championship i nic nie wskazywało na to, że gdzieś się wybiera. Jego kontrakt miał obowiązywać jeszcze przez trzy lata jako wrestler i kolejne 17 jako osoba decydująca o bookingu. Dodatkowo podniesiono Mu płace, przez co żył jak potoczny “pączek w maśle”.

Niestety – konkurencja coraz mocniej naciskała. Ratingi spadały, a na areny zaczynały świecić pustkami. Vince McMahon wśród wszystkich swoich wad od zawsze miał jednak jedną, najpoważniejszą zaletę – był świetnym strategiem. Po dłuższych naradach wyszedł z koncepcją Attitude Ery, zaczął stawiać na DX czy też Stone Colda Steve’a Austina. W tym wszystkim najbardziej poszkodowany był Hart. Vince nie miał zamiaru w dalszym ciągu płacić “Hitmanowi” fortuny, przez co obie strony musiały dojść do porozumienia w kwestii rozwiązania kontraktu. Hart miał zacząć pracę w WCW 5 grudnia, czyli prawie miesiąc po Survivor Series.

Problem polegał na tym, że Survivor Series miało odbyć się w Kanadzie, czyli w kraju z którego pochodzi Hart. Nie chciał tam przegrać. Obiecał, że odda pas na Raw po PPV. Trio McMahon – Hart – Michaels spotkało się, by omówić strategię na ten pojedynek. Plan zakładał zwycięstwo HBK’a w wyniku dyskwalifikacji. Bret zachowałby w ten sposób tytuł i faktycznie oddałby go na czerwonej tygodniówce. Już wtedy jednak w głowie Vince’a malował się czarny scenariusz. Doskonale wiedział co stało się z tytułem kobiet, który dosłownie wylądował w koszu. Uczy się na błędach, więc tym razem nie chciał sobie pozwolić na kolejne upokorzenie.

Plan działania

Najprawdopodobniej dzień przed galą doszło do spotkania Vince’a McMahona z Jimem Rossem oraz Jimem Cornettem. Wówczas Panowie ustalili, jak ma wyglądać końcówka pojedynku. Nie było jednak wątpliwości – chodziło o takie zabookowanie sytuacji, by nikt nie mógł Im przeszkodzić w działaniu. Do tej pory nie wiadomo ile osób tak naprawdę zamieszanych w tę intrygę, jednak pewniakiem wydaje się być również Sgt. Slaughter, który siedział podczas walki u boku Vince’a.

Tego samego wieczoru Pat Patterson (pierwszy mistrz interkontynentalny) spotkał się z uczestnikami starcia, by omówić, jak ma przebiegać końcówka pojedynku. Było to dość zagmatwane, jednak postaram się Wam to jak najprościej wyjaśnić.

Sędzia miał zostać ogłuszony, przez co nie widziałby, że Michaels odklepuje po Sharpshooterze. Wówczas Hart planowo miał podejść i spróbować ocucić arbitra. Sytuacja idealna do wykonania Sweet Chin Music, prawda? Tę właśnie akcje zaplanował Pat Patterson, gdy tylko Hart z powrotem odwróciłby się w kierunku Shawna. Wówczas do ringu wbiegłby drugi sędzia, lecz Jego liczenie miało zostać przerwane przez Owena Harta, Jimiego Neidharta oraz The British Bulldoga. Pierwszy sędzia wówczas obudziłby się zaczął liczyć, jednak Hart odkopałby. Wówczas zacząłby się brawl pomiędzy Triple H’em, Chyną i HBK’em, a sprzymierzeńcami Breta. Poskutkowałoby to dyskwalifikacją. Niby plan prosty, przejrzysty, ale jak wyszło? Zupełnie inaczej…

Main Event

The British Bulldog dowiedział się o tym, co wykombinował Vince i jeszcze w szatni ostrzegł Harta. Publiczność dowiedziała się również, że Bret odejdzie, więc atmosfera zrobiła się niezwykle gorąca. Nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, że walka będzie emocjonująca. Ciężko było również się domyślić, kto ją wygra. Faworytem nagle okazał się Michaels, skoro Hart miał odejść.

Już na samym wstępie HBK nagrabił sobie u fanów, wsuwając kanadyjską flagę w krocze. Walka była dobra, a nawet bardzo dobra. Przy ringu, jak już wcześniej wspomniałem, zasiedli Vince McMahon oraz Sgt. Slaughter. Prezes federacji nie wycofał swojego planu nawet wtedy, gdy pojawiły się chanty “You sold out!”.

 Zgodnie z przewidywaniami – sędzia został ogłuszony, a HBK zapiął Sharpshooter. Bret zgodnie ze skryptem zaczął się przekręcać, a Mike Chioda, czyli sędzia zastępczy chciał wbiegać na ring, jednak został poinformowany, że Earl Hebner jeszcze nie wstaje. Wówczas wspomniany Hebner zerwał się na równe nogi i kazał uderzyć w gong, mimo, że Bret oczywiście nie odklepał, a co więcej – zaczynał sam zapinać akcję kończącą HBK’owi. Timekeeper nie wiedział co ma zrobić, lecz wówczas Vince McMahon przekleństwami zmusił Go do uderzenia w gong. Na hali rozległo się buczenie jakiego świat wrestlingowy jeszcze nie widział. Shawn opuścił arenę popychany przez McMahona. Tego na pewno nikt się nie spodziewał. Na tym się jednak nie skończyło. Po walce doszło do konfrontacji prezesa federacji z byłym już jej mistrzem. Bret nie wahając się opluł Vince’a, a na zapleczu spoliczkował Go. Tak właśnie zakończyła się przygoda “Hitmana” z WWF.

Co się działo potem?

Powrócił dopiero w 2009 roku i zmierzył się finalnie z Vincem McMahonem na Wrestlemanii 26. Naturalnie wygrał, jednak sądzę, że to nie była wystarczająca rekompensata za wydarzenia z 1997 roku. Umówmy się – co by nie zrobił Vince, to i tak nie wymaże z pamięci Breta, samego siebie oraz fanów WWE tego, co się wówczas wydarzyło. Warto dodać, że zalążki ponownego zjednoczenia się WWE z Hartem można było zauważyć już w 2006 roku, kiedy został wprowadzony do Hall of Fame.

Mimo tych wszystkich niedogodności, Hart utrzymuje przyjazne stosunki z federacją. Bret wybaczył federacji jej błędy i miejmy nadzieję, że “Hitmana” zobaczymy jeszcze wiele razy w WWE.

Zostaw komentarz