WrestleOne.pl

Polski portal o Wrestlingu!

ROAD TO EVOLUTION #1: ALEXA BLISS – WRESTLERKA UPADŁA?

Witam serdecznie w pierwszym artykule z serii Road to Evolution!

Jak sama nazwa wskazuje, artykuły będą dotyczyć dywizji kobiecej. Cała seria będzie pojawiać się co jakiś, nieokreślony bliżej czas, aż do samego Evolution. Przejdźmy jednak do samego tematu artykułu.

Wątek jest dosyć trudny i może wydawać się przesadzony, lecz przyjrzyjmy się mu bliżej.

Alexa Bliss, zawodniczka, która swoim ładnym wyglądem, świetnymi umiejętnościami przy mikrofonie, charakterem i dosyć dobrymi wyczynami w ringu porwała tłumy ludzi i stała się ogromną gwiazdą. Według mnie nawet przez pewien moment to właśnie Alexa Bliss spełniała rolę twarzy federacji. Była na ustach całego wrestlingowego świata. Ludzie w pewnym momencie mniej mówili o Romanie Reignsie, Charlotte Flair czy Brocku Lesnarze niż o Alexie Bliss. Wybuchł ogrom dyskusji na jej temat, pojawiała się prawie we wszystkich tworach związanych z wrestlingiem, jednak w pewnym momencie coś pękło jak bańka mydlana i wykres odwrócił się w przeciwną stronę.

W głównym rosterze Alexa zadebiutowała w lipcu 2016 roku i było to dosyć wyczekiwane wydarzenie, gdyż WWE już podczas Draftu dało nam informację, że Alexa w głównym rosterze się znajdzie. Nikt jednak nie przypuszczał, że w takim towarzystwie jak Natalya, Nikki Bella, Becky Lynch czy nawet Naomi ktoś będzie mógł wybić się tak szybko na szczyt. Alexa to zrobiła i to nie dzięki temu, że federacja pchała ją przez nazwisko czy dawne osiągnięcia sportowe. Bliss porwała ludzi sobą, swoim naturalnym talentem i możemy to porównać do dwóch przedsiębiorców. Jeden reprezentuje właściciela kopalni pełnej diamentów (zawodniczka pchana na siłę przez federację) i drugi, który jest właścicielem kopalni z jednym diamentem (zawodniczka musząca sobie coś wywalczyć). Alexa była właśnie właścicielem takiego jednego diamenciku, który oszlifowała i zrobiła z niego fortunę. Na czele dywizji kobiet stały takie zawodniczki jak Becky, Sasha czy Charlotte, które były ikonami Women’s Revolution, a do tego lubiane przez fanów wrestlerki, takie jak Nikki Bella. Nagle wchodzi ktoś, kto w kilka tygodni robi furorę. Ludzie zaczynają wytykać błędy w feudzie Sashy z Charlotte i wkrótce zwracają na niego mniejszą uwagę niż na wyczyny Alexy na SmackDown. W niedługim czasie Bliss po dobrym feudzie i walce zdobywa pas kobiet SmackDown pokonując Becky Lynch. Bliss staje na szczycie, ma wszystko żeby panować długo i przyciągać ludzi. I wszystko się zgadzało… poza czasem. Elimination Chamber zakończyło 70-dniowe panowanie Alexy Bliss z tytułem mistrzowskim. Żeby jeszcze przegrała z jakąś świetną zawodniczką typu Becky, co nie zatrzymałoby tego impetu z jakim rozwijała się Alexa, ale ona przegrała nie wiadomo z jakich przyczyn z Naomi. Jeden z najlepszych debiutów kobiecych w historii został zaprzepaszczony dla Naomi, o której WWE nagle sobie przypomniało. Wtedy była pierwsza turbulencja w karierze Bliss, ale w pewnym sensie, choć tak nie powinno się mówić. Alexie się poszczęściło, bo nie została skazana na dobijający rewanż z powodu kontuzji Naomi. Pozwoliło to na uratowanie postaci Alexy, ale nie na długo, gdyż po czterdziestu dniach federacja wpadła na kolejny „genialny” pomysł, a mianowicie zamiast dać Alexie wygrać na WrestleManii w Six-Pack Challenge i doprowadzić ją na szczyt, woleli dać WrestleMania Moment wiecznej mid-carderce Naomi, która nie zrobiła z tym pasem praktycznie nic. 140 dni Naomi było jednym z gorszych panowań kobiet jakie widziałem. Pojedynki takie jak z Laną pokazywały cały stosunek federacji do zawodniczki, a można było po prostu utrzymać tytuł przy Alexie, która od tej porażki nie była już tą samą Alexą co na początku. Została rzucona na rewanż po czym przeszła w czasie Superstar Shake-up do rosteru RAW. Tam w niecały miesiąc zdobyła tytuł. Federacja w ten sposób zapewne chciała ją podciągnąć z pozycji w jakiej się znalazła, jednak to nie wypaliło w takim stopniu jakim oczekiwano. Ludzie po prostu zaczynali wyczuwać sztuczność w prowadzeniu Alexy. Kobieta, która przegrywa dwa razy pod rząd z Naomi nagle pokonuje Bayley, czyli kogoś kto pokonał Charlotte, Nię Jax i Sashę Banks w jednej walce? To już było za dużo dla ludzi, ale wtedy jeszcze nie było aż takiego dramatu. Ten pojawił się, gdy zaczęto w tej rywalizacji wymyślać takie genialne rzeczy jak Kendo Stick on a Pole Match na Extreme Rules, który był tak wielkim kiczem, że na całą rywalizację patrzeli już tylko najwięksi fani dywizji kobiecej. Następnym przystankiem dla niej była Sasha Banks, z którą bądź co bądź nie spadła ani nie urosła. Dała radę utrzymać się na aktualnej pozycji, mimo totalnie bezsensownej wymiany tytułu między zawodniczkami. Potem nadszedł mały wzrost niosący nadzieję. Wygrane na No Mercy, TLC i Elimination Chamber mogły nas prowadzić do przemyśleń, że wszystko wraca na właściwe tory. Alexa dodatkowo tworzy świetny team z Braunem Strowmanem i ponownie staje się jedną z wiodących postaci w dywizji kobiecej. Nadchodzi jednak koszmar, po którym Bliss jak dla mnie nie odwróciła nawet wykresu do góry i ma małe szanse żeby odbudować się do poziomu jaki prezentowała na SmackDown. Zbliżała się WrestleMania 33. Było mnóstwo zawodniczek mogących powalczyć z Bliss, ale WWE zdecydowało się na….. Nię Jax. Ten feud był ostatecznym pogrzebem starej Alexy Bliss. Nia prowadziła rywalizację jako face w ogóle się do tego nie nadając. Alexa jako naturalnie słabsza fizycznie zawodniczka musiała się pod to podporządkować. Nia miała być promowana, więc Alexa musiała robić wszystko pod nią. Niestety po tym jak Enzo został wyrzucony, to Nia nie dała żadnego dobrego proma ani segmentu. Bliss wypadła w tej rywalizacji jak worek do rzucania. Została totalnie zniszczona i ostatni okruch tej postaci prysł, diament się rozpadł całkowicie. Utrata pasa na WrestleManii 34 była ukoronowaniem pogrzebu. Do tego jeszcze przeciągnięto to dno z Nią, a fani Alexy zaczęli się po prostu rozchodzić po innych zawodniczkach. Po przeciwnej stronie wyrosła nam dodatkowo Carmella, która zwróciła oczy widzów na siebie. Alexa natomiast odeszła w niemałe zapomnienie. Na koniec wszystkiego federacja postanowiła ją wykorzystać jako jobberkę dla „gwiazdeczki” z UFC, bo kto inny traci większość tytułów przez sumbission jak nie Alexa? Przecież i tak już nic nie znaczy, więc można ją podstawić. Dodatkowo jeszcze ta kontuzja, która wyeliminowała ją z Mixed Match Challenge, gdzie prawdopodobnie by wygrała. Jeszcze kochane Authority ośmieszyło ją po SummerSlam publicznie na RAW. Ja osobiście po czymś takim, a raczej gdyby przedstawiano mi taki pomysł, rzuciłbym im butami w twarz i wyszedł. Federacja miała złoto, a ze złota zrobiła kupę ziemi. Być może wielu osobom może się wydawać, że nazwanie Bliss „wrestlerką upadłą” jest mocno przesadzone, lecz czy na pewno? Według mnie z czegoś takiego ciężko się podnieść. Może wygrywać tytuł za tytułem, jednak co to da? Ludzie i tak będą pamiętać rzucanie Alexą po ringu jak workiem ziemniaków, beznadziejne segmenty z Bayley czy Nią Jax, czy koncertowe przerżnięcie feudu z Naomi. To jest dosyć duże piętno. Poza tym ona już nie ma tej świeżości co miała na początku. Nie zrobi już show samym pojawieniem się. Do tego jeszcze wyłoniła się nowa konkurencja. Na horyzoncie widać bliski debiut Baszler i Cross, a także na topie mamy Becky Lynch, która stała się ulubienicą publiki. Ta kobieta dostaje większy pop niż Styles i to jako heel. Tutaj przejawia się ta cała „upadłość”. Alexa nie ma szans się przebić w obecnej postaci nigdzie. Musi albo zmienić charakter, ale nad tym federacja myślałaby pewnie z pół roku, więc raczej odpada albo zdziałać coś w dywizji tag team z Mickie James. Raz już ją James poprowadziła jako heela i możliwe, że jako face’owy team mogłoby się udać. Alexa przypomina mi swoją sytuacją Braya Wyatta. Jego postać po ostatnich perypetiach także straciła całkowity sens i wymaga totalnej przemiany. Smutne jest to, jak potoczyła się kariera Alexy. Od pogromczyni Becky Lynch do worka treningowego. Mimo tego, że nie widzę przyszłości w jasnych barwach to życzę tej zawodniczce jak najlepiej, gdyż jest dobra w tym co robi, a na szczyt często wyciągani są gorsi od większości dywizji ludzie, nie mający pojęcia o tym, co mają robić, co naprawdę denerwuje i fanów, i zawodników. WWE, opamiętajcie się zanim będzie za późno.

I to by było na tyle w tym wydaniu Road to Evolution. Dziękuję za przeczytanie i zapraszam na następne odcinki, które pojawią się za niedługo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *