WrestleOne.pl

Polski portal o Wrestlingu!

WWE – Najbardziej zmarnowane talenty ostatnich lat #1

Lata lecą, a zmarnowanych talentów zamiast ubywać, to przybywa. Przed Wami subiektywna lista, 5 najbardziej zmarnowanych talentów w WWE, ostatnich lat. Zapraszam do czytania.

1. Finn Balor

Finn Balor w WWE zadebiutował 4 listopada 2014r. , pomagając tym samym Hideo Itamiemu w rywalizacji z The Ascension. Podczas jego pobytu w NXT, wszystko zapowiadało się genialnie. Charyzma, umiejętności ringowe, umiejętności na mikrofonie czy w końcu miano jednego z najlepszych mistrzów NXT w historii, dało nam jasno do myślenia, że Balor to materiał na przyszłą twarz federacji. Niestety od czasu jego debiutu w głównym rosterze (25 lipca 2016r., po drafcie który odbył się 19 lipca 2016r.), jego kariera jakby zamarła. Oczywiście, warto wspomnieć o tym, że Finn zdobył jako pierwszy w historii pas Universal, ale co z tego? Mistrzem był zaledwie jeden dzień, gdyż podczas walki o tytuł, nabawił się kontuzji, która wykluczyła go na pewien czas z rywalizacji i zmusiła do zrzeknięcia się tytułu (-> KLIK ). Od czasu jego powrotu, nie osiągnął on niestety zbyt wiele, żeby nie powiedzieć, że nic. Poza mniejszymi storyline’ami (np. z Baronem Corbinem), Finn jest w cieniu takich zawodników jak Rollins, Styles, Ambrose czy Reigns, a przecież umiejętnościami nie grzeszy. Cóż, miejmy nadzieję, że 2019 rok będzie dla Finna o wiele lepszym rokiem, niż ten poprzedni, gdyż jest to osoba która jest niewiarygodnie utalentowana pod kątem technicznym, potrafi radzić sobie na mikrofonie, jego warunki fizyczne robią ogromne wrażenie, a i potrafi skraść serca fanów, co jak wiemy, ma w dużej mierze przełożenie na merchandise. Balor to zawodnik kompletny. Nic mu nie brakuje, nic…poza mistrzostwami.

2. Samoa Joe

Samoa Joe zadebiutował w WWE 20 maja 2015r., broniąc tym samym Samiego Zayna przed atakiem Kevina Owensa. W NXT osiągnął na prawdę sporo, gdyż wraz z Finnem Balorem wygrał turniej Dusty Rhodes Tag Team Classic (-> KLIK ), oraz dwukrotnie zdobył pas mistrzowski NXT (->KLIK i KLIK.) Jednakże kolorowa kariera Samoańczyka zakończyła się wraz z debiutem na RAW ( 30 stycznia 2017 ), kiedy to zaatakował niczego nie spodziewającego się, Setha Rollinsa. I tutaj, tak jak w przypadku Balora, nic w jego karierze do tej pory się nie wydarzyło (mówimy oczywiście o WWE). Samoa Joe dostawał już wiele szans walki o pas, czy to z Brockiem Lesnarem, Aj Stylesem czy nawet z Romanem Reignsem. Wszystkie te walki były niestety dla niego przegrane. I tutaj pojawia się pytanie, co dalej? Za niecały miesiąc miną dokładnie 2 lata od jego debiutu, a półeczka z mistrzostwami wciąż pusta. Czy coś się zmieni w karierze tego zawodnika? Miejmy nadzieję, gdyż jako heel sprawuje się genialnie, umiejętności atletyczne ma na prawdę niezwykłe (szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie jest on wagi lekkiej ani nawet średniej), a i show potrafi zrobić niezwykłe.

3. Alex Riley

Alex Riley w WWE zadebiutował w drugim sezonie NXT (8 czerwca 2010r.), gdzie jego mentorem został The Miz. Riley od początku był dla Miza kimś, kim nigdy nie był Daniel Bryan (Bryan był „uczniem” Miza w pierwszym sezonie NXT), stąd też większość jego kariery w WWE, opierała się właśnie na relacji on-Miz. Przygoda Alexa w NXT była dość długa, gdyż dotarł on do finału sezonu, w którym odpadł, zajmując 3-cie miejsce w tabeli. Po opuszczeniu NXT, jego kariera wcale nie dobiegła końca. Pod swoją opiekę wziął go Miz, czyniąc go tym samym swoim „pomocnikiem”, którego zadaniem było wykonywanie brudnych zagrań, w celu doprowadzenia do wygranych Miza. Czyny tych dwoje trwały dość długo, bo aż do 23 maja 2011 roku, gdzie to oficjalnie, pomiędzy Alexem a Mizem doszło do sprzeczki, oraz w konsekwencji do ich rozpadu (-> KLIK ). Od tego czasu, Alex Riley pozostawał nieco w cieniu reszty zawodników, dostając kilka szans na udowodnienie, że jego miejsce w WWE jeszcze nie uciekło, między innymi poprzez dostanie się do walki battle royal o miano pretendenta do tytułu interkontynentalnego. Walkę tą Riley jednak ostatecznie przegrał, tym samym grzebiąc swoją karierę zawodnika w WWE. Kariera pogrzebana, ale co dalej? Otóż dalej przyszedł czas na komentatorkę. Alex od 2013 do 2015 był komentatorem w WWE, a w roku 2016 powrócił do rywalizacji w ringu, gdzie stoczył 4 walki, w tym 3 przegrane. 6 maja 2016 roku, kontrakt Alexa wygasł, po czym jakiś czas temu ogłosił on, że zamierza odpuścić sobie wrestling na rzecz kariery aktorskiej.  Zatem co było nie tak z Alexem? Ano to, że nie zgarnął żadnego pasa mistrzowskiego. Zawodnik ten posiadał dobrą budowę ciała, był dobry ringowo, na mikrofonie radził sobie bardzo dobrze, a mimo to, został zmarnowany. Riley to osoba która po zakończeniu swojej rywalizacji z Mizem, powinna była dotrzeć chociaż raz do głównego pasa, jednakże tak się nie stało. Dlaczego? Cóż, tutaj jest więcej pytań niż odpowiedzi, a plotek, jeszcze więcej. Jedno jest pewne, Alex to zmarnowany talent, zawodnik który posiadał ogromny potencjał i z pewnością z wszystkich sezonów starego NXT, wyróżniał się bardzo mocno.

4. Ryback

Ryback zadebiutował w WWE 2 marca 2010 roku, w pierwszym sezonie NXT. W trakcie pobytu w NXT pokonał takich zawodników jak Daniel Bryan czy Darren Young. 11 maja 2010 roku, Ryback (występujący jeszcze wtedy pod pseudonimem Skip Shieffield) został wyeliminowany z NXT, wraz z Danielem Bryanem oraz Michaelem Tarverem (-> KLIK ). Przed swoim odejściem, powiedział tylko, że jeszcze go zobaczymy. Jak powiedział, tak też zrobił. 7 czerwca 2010 roku (po zakończeniu 1 sezonu NXT), Skip Shieffield, wraz z pozostałymi uczestnikami tego sezonu, wkroczyli na arenę gdzie odbywało się RAW i zainterweniowali w walkę Johna Ceny z Cm Punkiem. Nie była to jednakże zwykła interwencja w walkę. Pojawienie się grupy Nexus (ponieważ tak się ona nazywała), niosło za sobą czyste zniszczenie i spustoszenie. Podczas ich interwencji, zaatakowani zostali nie tylko Cena i Punk, ale także komentatorzy, operatorzy kamer, lekarz, konferansjer, ochrona i generalnie wszyscy którzy stanęli na ich drodze. Zniszczeniu uległa także znaczna część sprzętu. Atak tej grupy, do tej pory uważany jest za jeden z najbardziej dewastujących debiutów w historii (-> KLIK ). Jak już zostało wspomniane, Skip Shieffield był członkiem tej grupy. 18 sierpnia na Hawajach odbył się live event, w którym to podczas walki tag-teamowej z Davidem Otungą, złamał on kostkę. Kontuzja wykluczyła Shieffielda na spory okres czasu, gdyż do ringu powrócił on dopiero 6 kwietnia 2012r. Od momentu jego powrotu zmieniły się dwie rzeczy. Po pierwsze nie był on już Skipem Shieffieldem, tylko Rybackiem, a po drugie, został facem. Od tego czasu kariera Rybacka miała być bardzo kolorowa, przynajmniej wszystko na to wskazywało. W 2012-2013 krążył on ciągle wokół pasa mistrzowskiego WWE i miał go w zasadzie już na wyciągnięcie ręki…jednakże go nie zdobył. Z pewnością fakt, że Ryback ostatecznie owego pasa nie zdobył i został odsunięty od rywalizacji, był szokiem dla wielu osób, gdyż jeśli w tamtych czasach można było mówić o potężnie zbudowanym mistrzu, który niszczy wszystko i wszystkich na swojej drodze, to był nim właśnie Ryback. Kolejne lata jego kariery nie wyglądały wcale lepiej. Nie był on co prawda typowym jobberem, gdyż brał udział w wielu ważnych storylineach (np. z The Shield, czy dołączając do drużyny Ceny podczas Survivor Series 2014 -> KLIK ). No ale dobra, rywalizacje rywalizacjami, ale gdzie pas dla tego Pana? Otóż, pasa brak. Przez cały okres jego kariery, kiedy dawał on z siebie wszystko, kupował swoim powiedzonkiem „feed me more” serca publiczności, jego merchandise był na bardzo wysokim poziomie, to i tak nie dobijał się do żadnego pasa. Pierwszy a zarazem ostatni pas jaki Ryback zdobył, to był pas mistrza interkontynentalnego, który trzymał przez 112 dni. Ryback pas utracił na rzecz Kevina Owensa, więc chociaż przeszedł on w dobre ręce. Mimo wszystko, wielka szkoda. Tak więc co tutaj nie wypaliło? Cóż, to kolejna już zagadka w której jest więcej pytań niż odpowiedzi. Ryback był idealnym materiałem na mistrza WWE, publiczność była po jego stronie i prezentował świetnie warunki fizyczne. Niestety, jego ciężka praca nie została doceniona przez WWE, choć według plotek, duży wpływ na to miały jego relacje z osobami wyżej postawionymi, które nie były zbyt dobre. Ale pamiętajcie, to tylko plotki…

5. Sami Zayn

Sami Zayn w WWE zadebiutował 13 lutego 2013 roku. 29 maja tego samego roku wziął udział w 18-osobowym battle royal o miano pretendenta do pasa mistrzowskiego NXT, jednakże został wyeliminowany przez Masona Ryana. Mimo eliminacji, wszystkie głosy na niebie i ziemi wróżyły mu duży sukces w WWE, no bo hej, niecały miesiąc od debiutu, a tutaj już walka o miano pretendenta do tytułu, ładny wynik. Niespełna 2 miesiące później przegrał kolejną walkę o miano pretendenta, tym razem z Cesaro i Leo Krugerem (znanym później jako Adam Rose). Zayn po swojej wyboistej drodze ku mistrzostwu, w końcu do niego dotarł. 11 grudnia 2014r. podczas gali NXT TakeOver: R Evolution, zmierzył się z Adrianem Nevillem i pokonał go, zdobywając tym samym tytuł mistrzowski. Szkoda tylko, że to był jego ostatni pas mistrzowski i posiadał go tylko 62 dni. Podczas gali  NXT TakeOver: Rival, Zayn zmierzył się z Owensem i ten po ciśnięciu go swoim finisherem w krawędź ringu, doprowadził do nokautu i zmuszenia sędziego do zakończenia pojedynku. Zakończenie walki równoznaczne było także z przegraniem pasa i zdobyciem go przez Kevina Owensa. Następnie długo, długo nic…i debiut na RAW 4 maja 2015r., podczas otwartego wyzwania o pas mistrzowski Stanów Zjednoczonych, rzuconego przez Johna Cenę. Pojedynek Sami oczywiście przegrał, jednakże z pewnością był on bardzo dobry a i publiczność była po stronie Zayna, gdyż jego debiut odbył się w Jego rodzinnym mieście (-> KLIK ). Cóż więcej…no w sumie to nic. Od momentu debiutu w głównym rosterze, kariera Samiego toczyła się głównie wokół rywalizacji z Owensem, którą ostatecznie wygrał, jednakże w żaden sposób nie popchnęło to jego kariery do przodu, wręcz przeciwnie, to Owens osiągnął o wiele większy sukces w WWE. Obecnie Sami pauzuje z powodu kontuzji i miejmy nadzieję, że kiedy wróci to dostanie w końcu swój wymarzony tytuł, ponieważ jest to niezwykle charyzmatyczny zawodnik, niezwykle dobry na mikrofonie, niezwykle utalentowany ringowo i niezwykle niedoceniany. Trzymajmy kciuki za Samiego, bo warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *